Sirena Kowalska

ZUZIA I ZAPACH MORZA

Mindfulnesowa powieść-utulankai dla Wewnętrznych Dzieci /  fragmenty


8-letnia Zuzia jest Wysoko Wrażliwą dziewczynką, która zmaga się z samotnością i rozwodem rodziców, a mimo to jest w niej zadziwiający spokój, jakby była Mistrzynią Zen.

1/

Zaopiekowany Strach

„Widzę Cię, Strachu. Widzę, jak trzęsiesz się pod łôżkiem i próbujesz być niewidzialny. Nie musisz się chować się przede mną. Chętnie cię przytulę. Będę cię trzymać za rękę, żebyś się nie bał jeszcze bardziej. Nie jesteś sam. Będę przy tobie, aż sam puścisz mą dłoń i pójdziesz tam, dokąd udają się strachy, kiedy już nas nie potrzebują.”

2/

Jak pachnie morze?

O świcie Mama zabrała Zuzię na spacer po plaży. Dziewczynka do tej pory nigdy nie była nad morzem. Mama kazała jej zdjąć buciki. Zuzia zanurzyła swoje stopy w piasku, był jeszcze zimny po chłodnej nocy. Z zaciekawiem obserwowała, jak małe ziarenka osuwaję się z jej nóg przy każdym kroku. Kiedy podniosła wzrok,aż zatrzymała się ze zdumienia. Morze, gdzieś daleko, daleko wpływało do nieba, świat zdawał się nie mieć granic.

-To jest horyzont - wytłumaczyła Mama.

Ogrom przestrzeni przytłoczył 8-latkę, więc szybko zamknęła oczy. Pierwsze, co ją zaskoczyło to zapach. Nie czuła spalin samochodów, smogu, smażonych frytek, perfum zmieszanych z nutką potu, gołębich odchodów po deszczu - żadnych zapachów, jakie znała z Krakowa, Warszawy czy Wrocławia, ani nawet mniejszych, bezimiennych miasteczek, w których też zdarzało się jej mieszkać. Nie umiała określić, co właściwie czuje. Wiatr łaskotał delikatnie jej nos wodorostami, solą morską i jakąś nieokreśloną świeżością.

- Czy to jest właśnie ten tajemniczy Jod, o którym wspominała babcia? - zastanawiała się dziewczynka.

Zuzia wzięła głęboki wdech, chwilkę go przytrzymała, po czym zaczęła powoli wydychać powietrze, delektując się jego lekkością. Kiedy otworzyła oczy, ucieszyła się na widok bezkresu, a ogrom przestrzeni uśmiechnął się do niej serdecznie

- Jesteśmy w domu - usłyszała, jak Mama bezwiednie szepcze do siebie. Na jej twarzy pojawiła się ulga i taki spokój, jakiego Zuzia bardzo dawno u Mamy nie widziała.

- Czyli morze pachnie domem - zrozumiała i znów zamknęła oczy, by się bardziej zadomowić.

3/

Kojąca linia

Zuzia odnalazła w horyzoncie bezpieczeństwo. Patrzenie na linię oddzielającą niebo od morza sprawiało, że czuła spokój.

- To jest harmonia - tłumaczyła Mama. Była specjalistką od harmonii, bo pod opieką Wszystkowiedzących Profesorów studiowała jej zasady przez pięć lat na Wydziale Malarstwa. Kojąca linia stawała się coraz częstszym tematem jej obrazów. Razem z małą dziewczynką, która się w nią wpatrywała.

Linia jednak nie zawsze była wyraźna. Czasem, tak jak i dziś, morze zlewało się z niebem w jedną całość. Zuzia wyobrażała sobie wtedy, że postanowiły połączyć siły, żeby wspólnie stworzyć kopułę ochroną dla Ziemi. Niebo i morze otulały świat. Teraz cały świat był bezpieczny. Każdy człowiek, każde drzewko, robaczek, każde najmniejsze stworzenie - nawet Zuzia.

4/

Dzień jak codzień

Sa takie dni, kiedy wszystko wydaje się zwyczajne, nic specjalnego się nie wydarza, dzień jak codzień, aż ty nagle... bach! Zwyczajny dzień zamienia się sen. Niemal każdy ostatnio poranek Zuzi prowadził spacerkiem nad morze. Mama rozstawiała sztalugę i zabierała się za malowanie, a dziewczynka kontemplowała horyzont. Tego dnia też tak było, zupełnie zwyczajnie, ale na płótnie Mamy nie było już tak niepozornie...

Większość obrazów Mamy emanowała absolutnym spokojem. Szczególnie te, które przedstawiały małą dziewczynkę wpatrującą się w morze. Zazwyczaj linia horyzontu była poprowadzona ze skruplatną precyzją, ale tego dnia zdawała się nierówno podskakiwać, a w innych miejscach znienacka spadać w dół. To pędzel drżał w dłoni Mamy, a ręka zaś drżała, bo drżało serce i brzuch i całe ciało drżało.

Zapatrzona przed siebie Zuzia nie zauważała rozegrania Mamy. Nie wiedziała tez, że poprzedniego wieczoru zadzwonił Tata i powiedział coś takiego, że w kobiecie zapaliła się iskra złości, a kilka minut później kolejna i kolejna... Przez noc rozpaliło się całe ognisko. Rano ognisko było już pożarem.

Zwykle Mama trzymała złość głęboko w sobie tak długo, aż przechodziła w smutek, ale tym razem tak się nie stało. Myśłała, że malowanie ją wyciszy a morska woda zagasi płomienie, ale smutek roztopił się od gorąca tak powstała lawa, która chciała wydostać się na zewnątrz. Mama była wulkanem, Etną, którą nagle ktoś wybudził ze stuletniego snu. Wybuchu już dłużej nie sposób było utrzymać.

Artystka rzuciła ze złością pędzle na piasek, wytarła ręce w fartuch, wyjęła z kieszeni telefon, powiedziała Zuzi, żeby grzecznie poczekała i tak szybko zniknęła z plaży, że dziewczynka nie zdążyła się zorientować, że właśnie nastąpiło historyczne wydarzenie, które może odmienić jej Mamę na zawsze. Niczego nieświadoma 8-latka siedziała spokojnie na piasku i patrzyła na horyzont.

Zuzia nagle poczuła dziwne mrowienie na lewym ramieniu i ciepełko na lewym policzku. Próbowała nie zwracać na to uwagi, ale w końcu poczuła, że musi odwrócić się w tym kierunku. Po lewej stronie wybrzeża leżała kłoda drewna, a na niej siedziała kobieta z mokrymi włosami o kolorze wodorostów, tak długimi, że zasłaniały jej nagie piersi. Brak koszulki nie zdziwił dziewczynki.

- Niektóre kobiety lubią opalać się top-less. Poza tym na takie puste, dzikie plaże jak ta, czasem przychodzą nudyści i lubią wystawiać całe ciało na słonko. Wtedy są równomiernie brązowi bez tych nieestetycznych białych śladów po majtkach - Mama już jej to kiedyś wytłumaczyła. Zuzia to rozumiała, bez kostiumu też wygodniej się pływa.

    Dziwne było coś kompletnie innego. Zdawało się, że kobieta siedzi ze złączonymi nogami, ale w rzeczywistości zamiast nóg miała... ogon! Taki jak u ryby, cały pokryty łuskami, tylko smuklejszy. Zakończony był piekną falującą płetwą.

    - To Syrena - stwierdziło dziecko z niedowierzaniem.

    Syrena pomachała do Zuzi. Przez kolejne pięć minut dziewczynka patrzyła na Syrenę, a Syrena na dziewczynkę. Pomiędzy ich spojrzeniami pojawiło się coś magicznego, jakby otwierała się jakaś nowa przestrzeń wypełniona tajemniczą energią. Zuzia odczuwała podziw i respekt wobec mitycznego stworzenia, jakie ją obserwowało.

    - To wszystko jest jakieś... - Dziewczynka próbowała w myślach nazwać swe odczucia, ale nie była ich w stanie objąć rozumem. - To jest większe ode mnie... Boskie, ale nie „boskie”, jak cekinowe buty na wystawie, czy koszulki z jednorożcami, którymi zachwycają się nastolatki, tylko takie boskie przez duże B...

    Zuzia miała ochotę podejść do Syreny, ale nie była w stanie się ruszyć, jakby ktoś zamroził jej ciało w bezruchu - była jak zahipnotyzowana. Dopiero po kilkunastu minutach odważyła się odmachać Syrenie. Jest przekonana, że po godzinie miałaby gotowość do zrobienia pierwszego kroku, ale nagle wróciła Mama. Wydawała się jakaś inna. Po telefonie do taty miała chyba w sobie moc Olbrzymki, bo Syrena się spłoszyła i skoczyła do wody, znikając w morskich falach.

    5/

    Zwierzenia na plaży

    Tęsknię za Olą. To jedyna prawdziwa przyjaciółka, jaką kiedykolwiek miałam - westchnęła Zuzia. Mieszka w Krakowie i nie widziałyśmy się już prawie dwa miesiące.

    - Pociesz się tym, że ona na pewno też za Tobą tęskni - poradziła Syrena.

    - Nie jestem taka pewna, nie odpisała mi na żaden list. Tak samo, jak krasnale z Wrocławia. Tyle, że ona jest człowiekiem i umie pisać. Już jak miała pięć lat to pisała wiersze! Ona w ogóle jest bardzo mądra. - Zuzia aż uśmiechnęła się do wspomnienia o przyjaciółce. - Z resztą jej tęsknota za mną. wcale by mnie nie pocieszyła. Nie chcę, żeby Ola cierpiała. Już wolałabym, żeby się okazało, że znalazła jakąś nową przyjaciółkę, niż że jest zupełnie sama.

      Syrena przytaknęła ze zrozumieniem. Zuzia bezwiednie przesypywała piasek z ręki do ręki.

      - Nie wiem, gdzie będziemy mieszkać po wakacjach - powiedziała smutno.

      - A czego ty byś chciała, Zuziu? - spytała Syrena.

      Dziewczynka zamyśliła się.

      - Z jednej strony chciałabym wrócić do Krakowa, żeby zobaczyć się z Olą, a z drugiej wolałabym zostać u babci. Moja mama jest teraz szczęśliwsza, a ja uwielbiam tu przychodzić

      Zuzia omiotła wzrokiem całą plażę i zatrzymała go na morzu.

      - Najbardziej boję się, że przeprowadzimy się do jeszcze innego miasta albo nawet państwa, gdzie wszystko będzie obce i znów nikogo nie będę znać. A najgorsze, jak nie będzie tam lini horyzontu. Nie chce jej stracić, jest dla mnie teraz zbyt ważna.

      - Zawsze znajdzie się jakiś horyzont - stwierdziła spokojnie Syrena. - Możesz stanąć na pagórku, albo nawet w mieszkaniu przy oknie. I patrzeć przed siebie. Nawet linia miasta może być horyzontem.

      - To prawda - przytaknęła, ale nagle coś sobie przypomniała. - Raz mieszkaliśmy w domu, gdzie okno wychodziło na podwórko, na którym nic nie było. Tylko goła, ślepa ściana bez okien. Przez większość dnia słońce tam nie dochodziło i było strasznie szaro.

      - To musiało być przygnębiające, ale horyzont możesz zabrać ze sobą. Zawsze możesz patrzeć na zdjęcie morza, narysować go sobie albo powiesić na przeciwko łóżka obrazek twojej mamy. Wtedy zawsze po przebudzeniu zobaczysz horyzont przed sobą.

      - To jest bardzo dobry pomysł, tylko to nie będzie to samo... - Zuzia wciąż nie była do końca przekonana.

      - Poczekaj - przerwała jej Syrena. - zdradzę Ci jeszcze jeden sekret. Jeśli będziesz długo przyglądać się ścianie, to w końcu wypatrzysz na niej horyzont. Linia, której tak wypatrujesz, tak naprawdę nie jest przed Tobą, lecz w Tobie.

        Zuzia spojrzała na horyzont, po czym zamknęła oczy, by poszukać go w sobie. I rzeczywiście był pod jej powiekami, ale wolała popatrzeć jeszcze chwilę na ten prawdziwy. Postanowiła, że w domu spróbuje poszukać go na ścianie.

        6/

        Kto tam? Hipopotam.

        Najlepszą przyjaciółką Zuzi, jest Ola.  Ola jest bardzo mądra - nosi okulary i już od piątego roku życia była poetką! 


        W naszym przedszkolu mieszka dziwny zwierz,

        Jest to hipopotam, jak pewnie wiesz.

        Wciąż uśmiech wielki mu z pyska tryska, 

        Zwłaszcza gdy pełna jest jego miska.

        W głowie mu tyko figle i psoty, 

        Ciagle się zmienia w różne przedmioty.

        Dziś onieśmielił nieśmiałą Olę 

        - schował  się w koszu na parasole.

        A raz przestraszył dzielnego Janka,

        Zwisając z okna, jako firanka.

        Zmęczył się strasznie cherlawy Józek

        Gdy pchać próbował  z lalkami wózek

        Jakież zdziwienie u Przedszkolanki:

        „Kto produkuje ciężkie skakanki?!„

        Sprzątaczki zaś nim salę zamiotły, 

        Gdy go znalazły w schowku na szczotki.

        Najchętniej jednak w stół się zamienia, 

        gdy coś smacznego jest do zjedzenia.

        Lecz wybaczamy mu te swawole, 

        Bo wciąż rozśmiesza całe przedszkole

        A gdy jest czas nasz leżakowania, 

        Zawsze jest chętny do kołysania. 

        No i do nauki ma zapał wielki, 

        Wciela się bowiem w różne literki. 

        Choć Hipcio jest wyobraźni tworem, 

        Może być - 

                          przedszkolaka wzorem.


        Zuzia zainspirowana twórczością przyjaciółki, też postanowiła napisać wierszyk:


        Świat się nie mieści w dłoni,

                          - jego dom jest w sercu.

        7/

        Kwiatkowe aniołki

        Kwiatkowe aniołki


        Zuzia nie lubiła pomagać Babci Jadzi w ogródku, bo wszystko robiła źle.

        - Nie w tę stronę grabisz! Nie tak się podlewa kwiatki! Te wiaderko jest do czegoś innego! Uważaj jak chodzisz. - nieustająca litania uwag zniechęcała, z początku pełną zapału, dziewczynkę.

        Babcia w końcu uznała, że Zuzia nadaje się tylko do pielenia, ale i to była nieprawda. Mała pomocniczka, absolutnie nie mogła pojąć sensu tego zadania. Kazano jej wyrywać bardzo ładne roślinki.

        - Chwasty rozpychają się i zabierają powietrze moim kochanym różom! - tłumaczyła niecierpliwie Babcia.

        Zuzia nie uczyła się jeszcze o fotosyntezie, tlenie i dwutlenku węgla, dlatego nie miała pojęcia, że Babcia się myli. Babcia Jadwiga zaś chyba nie przykładała się do lekcji biologii, bo by wiedziała, że roślinki nie zabierają powietrza, tylko je produkują.

        - Dlaczego jedne roślinki mają prawo do „powietrza” a inne nie? Przecież wszystkie zasługują, by wzrastać do słoneczka.

        - Niech se te wiechcie rosną na łące, byle nie w moim ogródku! Albo u sąsiadki Malinowskiej, o! Bo zadziera zołza nosa, to by jej trochę utarło - Babcia kwitowała rozmowę z wnuczką i pędziła ją do roboty.

        Zuzia przy każdym wyrwanym „chwaście” płakała. Pewnego dnia, kiedy Babcia rozmawiała z sąsiadką przez płot o „zaletach i wadach naturalnego nawozu odzwierzęcego oraz wegańskich kompostowników w drobnym ogrodnictwie przydomowym”, Zuzia ukradkiem schowała roślinki do swojego plastikowego wiaderka i wyniosła do piaskownicy. Po zakończonej pracy, w zapomnianym kącie ogrodu stworzyła tajne „schronisko dla niechcianych roślinek”. Swoim podopiecznym codziennie przynosiła wodę i śpiewała szeptem piosenki. Szeptem, bo to była konspiracja, no i nie chciała spłoszyć delikatnych roślinek.

        - One teraz potrzebują dużo czułości, żeby wiedziały, że nie są niechciane - z taką intencją śpiewała chwastom szeptanki.

        Raz musiała opuścić swoje maleństwa, aż na dwa dni, bo pojechała z mamą na weekend do Sopotu, żeby sprzedawać obrazy turystom. Jak tylko wróciły w niedzielę późnym popołudniem, Zuzia pobiegła do swojego przytuliska. To, co zobaczyła, sprawiło, że wydała z siebie pisk zachwytu.

        - Co tak krzyczy?! - momentalnie nad ramieniem dziewczynki zmaterializowała się Babcia Jadwiga.

          Zuzia bała się, że Babcia ja zruga za tajny ogródek, ale starsza pani stała w oniemieniu, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Wśród chwastów rosło okazałe stadko kolorowych kwiatów - żółte, różowe, czerwone, fioletowe, pomarańczowe, a nawet niebieskie. Nie kolor ich płatków był jednak najważniejszy.

          - Babciu, czy tobie też się wydaje, że na środku każdego kwiatka siedzi jakaś malutka istota? - Zuzia przykucnęła, żeby przyjrzeć się bliżej swoim nowym roślinkom.

            - To kwiatkowe aniołki - wyszeptała Babcia Jadwiga i zaczęła płakać ze wzruszenia.

              Zuzia spojrzała ze zdziwieniem na Babcię, nigdy bowiem nie widziała w jej oczach łez. To była „twarda sztuka”, jak mówił Tata. Babcia z drżeniem w głosie zaczęła opowiadać.

              - Dawno, dawno temu, kiedy byłam tak mała jak ty, albo jeszcze mniejsza, moja mama, a twoja prababuszka Antosia pokazała mi raz takiego kwiatkowego aniołka. Powiedziała, że jak się uda wyhodować taki magiczny kwiatek, to aniołek, który w nim mieszka będzie zawsze strzegł duszyczki i pilnował, by w życiu zawsze się dobrze wiodło. Człowiek, który ma swojego aniołka, nigdy nie czuje się samotny, ma zawsze powód do radości, a jego śmiech jest dla innych niczym wschód słońca... Tak mówiła kiedyś twoja prababuszka.

                Zuzia wyobraziła sobie, jak Babcia Jadwiga klęczy ze swoja mamą w ogródku przed kwiatkiem i obie zmawiają modlitwę: „Aniołku Kwiatkowy stróżu mój, ty zawsze przy mnie rozkwitaj...”

                - Czy każde dziecko ma jednego takiego Aniołka? Tak jak Anioła stróża z paciorka? - spytała dziewczynka.

                  - Ależ skąd?! Każdy może mieć ich nieskończoną ilość. Im dziecko ma bardziej dobre serce, tym więcej może towarzyszyć mu aniołków. A im więcej ma aniołków, tym jego serce staje się czystsze.

                    Zuzia spojrzała na swój ogród. Rosło na nim kilkanaście takich kwiatków. Na każdym siedział aniołek i wesoło do niej mrugał.

                    - To moje serduszko będzie bardzo czyściutkie - pomyślała mała ogrodniczka i spojrzała z zadowoleniem na Babcię, która właśnie ocierała łzy. - Dlaczego płaczesz, babciu?

                      - Od lat nie widziałam żadnego aniołka. Dbam bardzo o mój ogródek, sadzę piękne róże i bratki, ale takie kwiatki nigdy w nim nie urosły. A ty je, droga Zuziu, odnalazłaś wśród chwastów.

                        -Jak chcesz mogę ci podarować jednego - Zuzi zrobiło się żal Babci. - Jest ich tak dużo, a ja nie potrzebuję ich aż tyle, mogę się podzielić. Jeden będzie strzegł mamy, a drugi ciebie. Wybierz kolor - chwyciła Babcię za rękę i poprowadziła do kwiatków.

                        Ponieważ Babcia powinna więcej się uśmiechać, Zuzia zasugerowała jej żółty kwiatek z aniołkiem, bo jest najbardziej rozweselający. mamie wybrały kolor czerwony, żeby ogrzewał jej złamane serduszko. Tacie białego na pojednanie. Sobie zaś Zuzia wybrała niebieski, bo to kolor morza. Resztę aniołów poprosiła, żeby poleciały do dzieci, które czują się samotne.

                        - Ciekawe, który aniołek poleci do Oli? - zastanawiała się przed za śnięciem.

                        Jeśli się nie znamy, to nazywam się Sirena Kowalska. Jestem artystką i prawdziwą Syreną. Utulam wewnętrzne dzieci, robię oniryczne zdjęcia - pejzaże z Jednorożcami i Syrenami, maluję obrazy pełne piasku z plaży. Kwarantannę szczęśliwie przesiaduję na La Palmie w „hippie” mikro-komunie i piszę dla Ciebie utulankę.

                        Sirena


                        Skąd ten pomysł?

                        Książkę tę zaczęłam pisać rok temu, kiedy w zamieszkałam w hamaku na Tenrfie i oddając się utulaniu wewnętrznej dziewczynki. A potem odłożyłam pisanie na nieokreślone „Kiedyś”.

                        „Kiedyś” właśnie nastąpiło. 

                        Gdy wstrząsnęło światem i wszyscy wsiedlismy na emocjonalny rollecater, usłyszałam głos Zuzi. Wróciła i miała wiele ,mądrego do powiedzenia.  Wsłuchuję się w to i spisuję, żeby ukoić swoje wewnętrzne dziecko i nauczyć się, jak sobie radzić z atakiem tródnych emocji. Pomyślałam, że nie będe egoistycznie trzymać tego tylko dla siebie, może ktoś również potrzebuje utulenia. dlatego postanowiłam., że poślę to od razu w świat.  Spisane fragmenty są niedopracowane, ale nie jest to moją aspiracją. Redakcją zajmę się, jak przyjdzie na to czas. Wtedy powstanie książka, a Ci, którzy ją teraz czytają są moim motorem do jej napisania i w dużej mierze kształtują jej treść.  Możesz dołączyć do naszego przedszkola  i co kilka dni otrzymać  Utulankę

                        Dołącz do naszego „przedszkola” i utul swoje wewnętrzne maleństwo!

                        Co kilka dni otrzymasz zabawny osobisty list ze świeżutkim, jak ciepłe bułeczki fragmentem bajki-utalnk, pozytywną pocztówkę oraz link-polecajkę do umilacza czasu.

                         Przy okazji będziesz świadkiem narodzin książki i wesprzesz artystkę w procesie twórczym, bo nic jej nie daje takiego kopniaka motywacyjnego do pisania, jak świadomość, że ma dla kogo pisać!

                        .